Strażnicy miejscy wezwani do osoby śpiącej na przystanku, zapobiegli dewastacji zabezpieczenia zabytkowego budynku. Majster, który je rozbierał czuł się pokrzywdzony przez zleceniodawcę i postanowił zabrać płyty zabezpieczające. Sprawę wyjaśnia policja.
W poniedziałek 1 września, strażnicy miejscy z III Oddziału Terenowego otrzymali pilne wezwanie na ulicę Koszykową, gdzie na przystanku miał leżeć mężczyzna. Według zgłaszającego, leżący miał być nietrzeźwy. Załoga, która po kilku minutach dotarła na miejsce, nikogo na przystanku nie zastała. Funkcjonariusze obeszli okolicę, by upewnić się, czy nietrzeźwy się gdzieś nie przemieścił. W czasie tego rekonesansu, uwagę strażników zwrócił mężczyzna z wkrętarką, który odkręcał płyty zabezpieczające okna i drzwi zabytkowego pustostanu przy Koszykowej. Kiedy strażnicy zapytali, dlaczego to robi, mężczyzna, od którego czuć było alkohol powiedział, że właściciel posesji nie zapłacił mu za instalację płyt, więc je zabiera. Zdaniem pracownika ochrony budynku, między zleceniodawcą zabezpieczenia, a wykonawcą miało dojść do sporu, dotyczącego jakości wykonania prac, które miały zostać ocenione przez rzeczoznawców. Niecierpliwy majster próbował jednak zdemontować zabezpieczenie okien i drzwi przed ich wizytą. Już raz interweniować miała w tej sprawie policja. Strażnicy zawiadomili więc policjantów o powtórnej próbie demontażu płyt i w towarzystwie obu mężczyzn poczekali na przyjazd policyjnego patrolu, który przejął dalsze czynności.







