Alkoholowa libacja o mało nie zakończyła się tragedią. Zapobiegły jej czujność mieszkańca i strażnicy miejscy.
W piątek 27 lutego, pół godziny przed południem strażnicy miejscy z VII Oddziału Terenowego odebrali wezwanie z rejonu tzw. Zakola Wawerskiego o „alko-pikniku”, który miał odbywać się nad brzegiem kanału Nowa Ulga. Zgłaszający niepokoił się, ponieważ temperatury nie były jeszcze na tyle wysokie, by wylegiwać się na trawce. Co prawda piknik się już zakończył, jednak sytuacja, którą funkcjonariusze zastali na miejscu, wyglądała bardzo niebezpiecznie. Na zboczu kanałku na boku, częściowo zanurzony w wodzie leżał nieruchomo człowiek. Strażnicy natychmiast podbiegli do niego, wydobyli na suchy brzeg i próbowali ocucić, ale nie reagował. Był siny. Dopiero po kilku zabiegach ratowniczych, zakrztusił się i zaczął wypluwać wodę. Jego twarz nabrała kolorów. Strażnicy poczuli też od niego wyraźny zapach alkoholu. Funkcjonariusze nie mogli dowiedzieć się od mężczyzny nic więcej, ponieważ wydawane przezeń dźwięki tylko chwilami składały się w słowa. Na miejsce został wezwany patrol przewozowy, który przetransportował odratowanego uczestnika libacji do Stołecznego Ośrodka dla Osób Nietrzeźwych. Mimo zimnej kąpieli i czasu jaki upłynął to w trakcie rejestracji w SOdON, alkomat wykazał w organizmie 50-latka obecność ponad 2,2 promila alkoholu.







